Wczesnowiosenny czas i mądrości w stylu Jedi.


   Jest kwiecień, wczesna wiosna. Zdążyło już być cieplej. Zdążył się już zrobić lodowaty gorąc. Zdążyliśmy już, mimo zmęczenia, wybiec ze swych komnat, bladzi po zimie, z dziwnym błyskiem w oku, zmęczeni, gotowi do działania, w zimowych czapkach i kurtkach wiatrówkach, co chwila dysząc i rozpinając i zapinając te kurtki, aby pokręcić się w kółko z zamiarem zrobienia czegoś istotnego, dynamicznego, w stylu wczesnowiosennym. Wybiegliśmy... jedni gdzieś poszli albo pojechali, inni stali w miejscu, w słońcu, nagrzewając pancerze, niegotowi jeszcze do jakiegokolwiek większego ruchu.

  Ptaki rozkrzyczane, pąki trzaskające żółcią, bielą i różem: pif paf!, ostre słońce jak rentgen prześwietlające nasze ciała, nasze kredowobiałe twarze.

Jaka piękna wiosna...Żeby nie było. Ja wczesną wiosnę kocham i dostrzegam jej urok, ale jej nie ufam. I mam do tego podstawy. Weźmy np. ostatnią niedzielę. Drugi tydzień wiosny. Powoli zaczynam wypełzać z komnaty na balkon. Powoli, nieufnie, ze zmrużonymi oczami od słońca, niczym wielka krecica, w zębach wynoszę nieśmiało balkonowe akcesoria . Czuję życiodajne światło o pełnej mocy, celujące prosto we mnie. Nie, to nie złudzenie, jest mi ciepło. Jestem między kamienicami, więc nie psuje tego nieprzyjemny chłód. Powoli wychodzę z pozycji na czworaka, zaczynam się prostować, to pewnie efekt rozmrażania stawów. Siadam,wciąż nieufnie, na krześle i przybieram pozycję letnią, odważną, wskazującą na totalny chill. W 5 minut z krecicy zmieniam się w ludzką kobietę na balkonie w pozycji relaksacyjnej. Niełatwo mi wysiedzieć, bo wiercę się, coś nie mogę się od tak skupić na rozmiękczaniu. Wyszłam z wprawy. I nagle dostrzegam brudne okna. Łapię za ścierkę i płyn i już jestem poziom dalej. Wykonuję pożyteczną aktywność w słońcu. Siedem szyb w niecałe 30 minut, no i dwie pieczenie na jednym ogniu. Czuję, że żyję, że wiem już jaka jest pora roku i wiem czego mogę się spodziewać , chociażby ze strony nieboskłonu i ogólnie warunków klimatycznych... Przewińmy do poranka następnego dnia. Wstaję rano, choć wstaję to za dużo powiedziane. Wiję się i próbuję przybrać pozycję pionową. Otóż przez noc nie tylko wróciłam do kreciej postaci, ale też nabawiłam się przewiania pleców, co nazywane jest to też potocznie postrzałem. Pif! Paf! Dostałam strzała od wczesnej wiosny w odcinek piersiowy. Jak się okazuje wcale nie było tak ciepło, wcale nie było też bezwietrznie. Przewińmy do mojej rozmowy dzień później z bardziej doświadczoną znajomą. Opowiadam jej całą akcję. Aga ze spokojem komentuje: Ja też poczułam impuls, żeby umyć okna. Widziałam,że sąsiedzi myją. Ale powiedziałam sobie: ,,Moim sprzymierzeńcem jest moc wstrzemięźliwości. I potężnym sprzymierzeńcem ona jest. Marzec-zmienny i niepewny on jest''. Kiedy to mówiła, unosiła się z pięć centymetrów nad ziemią okutana w nieprzewiewną kurtkę, ciepły szalik i – jestem prawie pewna- zabezpieczona bielizną z mikrofibry.

        Dziś jest pierwszy kwietnia. Od 26 godzin pada śnieg. Jestem postrzelona od pięciu dni. Dobrzeję powoli i czasem nawet nic nie muszę. Dziękuję niebu po kreciemu za ten śnieg, który uciszył rozgorączkowane, ale nie gotowe do przyśpieszenia miasto.  W domu jest cicho i ciepło, a za oknem mokro i zimno. Pogoda usprawiedliwia niechęć do wychodzenia z domu. Piję herbatę matę, piszę, pod kołdrą siedzi kot. Jednocześnie cały poranek zastanawiam się jakich nowych przyjemnych rzeczy chciałabym spróbować, a to już pewnie zasługa wiosny. I myślę sobie, że to przecież czas zmiany, czas przełomu i śmiesznego poplątania zimy i lata''. Czas chęci grzania się  w ciepłej komnacie przeplatanej z chęcią wiosennej lekkości i próbowania tego co nowe i co rozwija nasz pąki, abyśmy mogli-pif paf!-strzelać tym co żywe. I że poczułam w sobie dziś fajność obu tych pór roku naraz. ,,Kwiecień plecień wciąż zaplata, trochę zimy, trochę lata. Kończąc pisać ten tekst, czując, że mi zimno w górnej partii ciała i ciepło w dolnej, myślę sobie, : Zmiana naturalną częścią życia jest. Radość dla tych, którzy transformują ją w moc. 





Tekst z 01.04.2022
Kraków

Komentarze

Popularne posty